poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 2

Nie poszłam dziś do szkoły. Nie po tym co się stało wczoraj wieczorem. Musiałam wszystko dokładnie przemyśleć. Ciotce powiedziałam, że źle się czuję. Jak to możliwe, że Harry jest aniołem? Stróżem? I to w dodatku moim? Czy to w ogóle jest możliwe? Oczywiście jestem osobą wierzącą ale czy anioły mogą zabijać? Mogą ranić tak jak ludzie? I czy mogą chodzić do szkoły? Chodzą do kościoła? Ugh! Tyle pytań a zero odpowiedzi!
Leżałam na łóżku z zamkniętymi oczyma, ciężko oddychając. Zastanawiałam się o co w tym wszystkim chodzi, kiedy usłyszałam szept tuż przy moim uchu:
-Czemu nie było cię dziś w szkole?- momentalnie otworzyłam oczy słysząc zachrypnięty głos przy mnie.
-Co ty tu robisz?- jak? jak on się tu dostał?
-Nadal nie wiem czemu cię nie było- zmarszczył brwi.
-A jak myślisz? Musiałam wszystko przemyśleć. Mam nadzieję, że wszystko mi wytłumaczysz-odpowiedziałam. Liczyłam, że dowiem się czegoś więcej.
-Dobrze. Więc podejdź- chłopak podał mi swoją dłoń. Chwyciłam ją niepewnie i podeszłam powoli. Harry przytulił mnie do siebie. Już miałam go odepchnąć, kiedy zauważyłam, że z jego pleców wyrastają wielkie skrzydła, które od zewnątrz mieniły się kolorami tęczy. Skrzydła oplotły mnie w podobny sposób jak ręce anioła.
-Nie wyrywaj się przez chwilę- szepnął do ucha. Zamknęłam oczy i zaciągnęłam się zapachem chłopaka. ''Z skądś znam te perfumy''- pomyślałam i nagle przypomniał mi się mój były przyjaciel z Paryża. No tak, były ponieważ zginął jakiś rok temu. Znaliśmy się od małego. Zawsze mnie pocieszał. Nawet próbowaliśmy być ze sobą, jednak ostatecznie zostaliśmy przyjaciółmi. Tak bardzo za nim tęsknię. ''Brakuje mi ciebie Andy''- pomyślałam przypominając sobie jak wyglądał przed śmiercią. Okrutną śmiercią. Został zamordowany przez jakiegoś pijanego gościa na zwykłej imprezie. Ale nie znaleziono jego ciała.  Nadal nie mogę się pogodzić z tym, że go przy mnie nie ma.
Kiedy otworzyłam oczy byłam w jakimś starym, zniszczonym kościele. Dach był podziurawiony, przez co do środka wpadało światło słoneczne. Na ścianach były lekko podniszczone malunki, jednak dało się rozróżnić co na nich było- aniołowie. Na podłodze było może z pięć niezniszczonych ławek. Prezbiterium* było podniszczone. Ołtarz** ledwo stał. Rozejrzałam się za Harrym. Stał przy pierwszym fresku*** od wejścia. Podeszłam do niego.
-Jak już wiesz, jestem twoim stróżem- odwrócił głowę w moją stronę, kiedy ustałam obok niego i oglądałam obraz.
-Myślałam, że nie widać aniołów- opowiedziałam nie odwracając wzroku od ściany, na której było namalowane stworzenie świata.
-Czasami Bóg daje nam możliwość ukazania się, jeżeli w ten sposób mamy pomóc ludziom, których chronimy.
-Od jak dawna mnie chronisz?- zapytałam odwracając się w jego stronę.
-Od zawsze. Nie zawsze jednak byłem widoczny. Czasami przybierałam postać innych ludzi, aby móc cię chronić. Teraz poznałaś mnie jednak, dzięki temu, że dzień w dzień modlisz się. To automatycznie pozwoliło mi ukazać się Tobie- wszystko to mówił patrząc mi prosto w oczy. Zieleń jego oczy była niesamowita. Tak, to jest anioł. ''Cholernie przystojny anioł''- pomyślałam, jednak po chwili przybiłam sobie facepalm'a w myślach. ''To anioł, wysłannik Boga, idiotko''- skarciłam się w myślach.
-Czy teraz jesteś w ''swoim'' ciele?- zapytałam kreśląc w powietrzu znak cudzysłowia.
-Haha, można tak powiedzieć- odpowiedział śmiejąc się.
-Czy to możliwe, że anioły zabijają?- powiedziałam a anioł spoważniał na chwilę.
-Upadłe anioły przechodzą próbę, aby mieć wyższą rangę. Ten cały Pete był diabłem. Jego koledzy byli zwykłymi ludźmi, jednak nic nie wiedząc zeszli na złą drogę tak jak oni. Moim zadaniem było zlikwidować go- spojrzał na mnie każąc przejść do następnego fresku.-Oprócz tego, że jestem twoim stróżem, zajmuję się likwidowaniem diabłów.
-Ale jak to możliwe, że zabiłeś go zwykłym pistoletem?-zapytałam marszcząc brwi. Nie rozumiałam o co tu chodzi. Przecież, to nie był człowiek.
-W naboju była zawarta ''modlitwa'' likwidująca diabły mniejszego stopnia- widząc moje zdezorientowanie dokończył- To na prawdę ciężko wytłumaczyć.
-A czy chodzisz do kościoła?- zapytałam stojąc blisko ołtarza.
-Nie. Kościoły są dla ludzi. Codziennie ''chodzę'' do Nieba. Zanoszę Bogu twoje modlitwy- odpowiedział kierując się do wyjścia. Szybko dogoniłam chłopaka, o ile mogę tak o nim mówić.
-Dlaczego chodzisz do szkoły?- to było serio dziwne. Anioł, który żył dużo wcześniej od powstania Ziemi chodzi do szkoły.
-Aby być bliżej ciebie.
-Nie mógłbyś być nie widoczny? A poza tym, podobno jesteś w tej szkole od dawna, więc jakim cudem chodziłeś do szkoły i chroniłeś mnie w Paryżu?- między nami zapadła cisza przerywana jedynie przez szum drzew na zewnątrz, który słychać było przez otwory w dachu.
-Jestem Andy- powiedział po tej długiej chwili ciszy. Moje serce przyśpieszyło tempa. Kolana ugięły się pode mną. Po policzku spłynęła pojedyncza łza. Andy... mój Andy żyje.
Podbiegłam do anioła i przytuliłam się. Nie ważne było to, że to jest anioł. Zobaczyłam w nim mojego przyjaciela. Rozpłakałam się na dobre, kiedy usłyszałam znany mi bardzo dobrze tekst ''Cssii... będzie dobrze mała''. Anioł przytulił mnie i oplótł swoimi skrzydłami. Po sekundzie byłam w swoim pokoju.
Usiadłam na łóżku, a Harry... już nawet nie wiedziałam, czy mam mówić do niego Harry czy Andy... Harry usiadł obok mnie. Nie wytrzymałam i znowu się rozpłakałam. Harreh znów przytulił mnie a ja z każdą falą rozpaczy mocniej zacieśniałam ręce na jego koszulce. Czułam się tak okropnie oszukana. Myślałam, że mój przyjaciel nie żyje, a tu okazuje się, że nie dość, iż żyje, to jeszcze jest moim aniołem stróżem.
Jeszcze przez jakąś chwilę uspokajałam się dzięki Harremu, który jeździł swoją ręką wzdłuż mojego kręgosłupa. Po chwili odsunęłam się od niego ścierając rękawem bluzy zaschnięte łzy. Uśmiechnęłam się do niego blado co odwzajemnił.
-Mam sobie iść?- spytał cicho.
-Nie, zostań proszę.- powiedziałam szeptem. Położyłam się na łóżku, a ''chłopak'' obok mnie.
Poczułam się jak za dawnych lat w Paryżu razem z Andym. Wtuliłam się w niego i splotłam nasze palce. Wiele osób uważało, że zachowujemy się jak para, a my po prostu byliśmy dla siebie jak brat i siostra. Te splecione palce to był nasz znak charakterystyczny. Kiedy miałam te gorsze dni Andy zasypiał ze mną i splatał nasze palce. Tak bardzo za nim tęskniłam. Wtuliłam się jeszcze bardziej w Harrego i po woli zasnęłam co chwilę ściskając jednak nasze splecione palce.


______________________________________________
Uff! Udało się :D Troszkę pokręciłam fabułę, ale co tam :)
Jest sprawa! Otóż mam problem z dodawaniem komentarzy z tego konta, więc jeżeli mielibyście jakieś pytania prosiłabym o zadawanie ich na ASK
*prezbiterium- miejsce, gdzie jest odprawiana msza święta
**ołtarz- stół na środku prezbiterium, przy którym przygotowywana jest Komunia
***fresk- malowidło ścienne malowane na mokrym tynku (jest trwalsze takie malowidło)



1 komentarz:

  1. Cześć :3
    Przepraszam, że komentuję dopiero teraz, ale znalazłam czas między nauką, a projektami ^^
    Rozdział bardzo interesujący, dowiedzieliśmy się, że Harry jest byłm przyjacielem głównej bohaterki... WOOOW :O
    To się porobiło ^^
    Mam nadzieję, że Katherine nie będzie go traktować jak kolegę (jak za starych, dobrych czasów), ale jednak jako super ciacho XD
    Niech oni się do siebie zbliżą bo już nie mogę się doczekać :D
    Końcówka - MHHHMMMM <3 *__*
    Przyznam, że chciałabym takiego aniołka :3
    Czekam na next, informuj mnie dalej na TT i zapraszam też do siebie :D

    OdpowiedzUsuń